Kartki z historii białostockich lasów Kartki z historii białostockich lasów

84 lata temu Dziennik Białostocki donosił:

20 kwietnia 1933r. „Święto lasu” w dniu 29 kwietnia.

Związek zawodowy leśników postanowił zorganizować na całym obszarze kraju „Święto lasu" o charakterze dorocznym.

Celem tego „święta" jest budzenie wśród młodzieży i starszego społeczeństwa kultu dla lasu i drzew oraz uświadomienie najszerszych mas o niespożytych wartościach lasu dla kultury duchowej, fizycznej i materjalnej.

Postanowiono obchodzić „Święto lasu" w ostatnią sobotę kwietnia każdego roku. W roku bieżącym „święto" wypada 29 kwietnia.

 

82 lata temu Dziennik Białostocki donosił:

20 kwietnia 1935r.

Coś uczynił Narodzie z lasem swoim?

Wzywajmy się na Święto lasu

Natchnionemi słowy testamentu Żeromskiego  

Nie było nas – był las.

- Ale czy po nas zostaną lasy jeszcze?

Przed rozbiorami mieliśmy przeszło 14 miljonów ha lasów – i to jakich! Dziś siedzimy na 8 miljonach i też: „i to jakich" – tylko że niestety na inną nutkę trzeba ten frazes powtórzyć.

Goli las szlachcic, goli chłop – bo „ciężkie czasy". Ponieważ zaś nikt jeszcze nie słyszał, by szlachcic i chłop nie narzekał na złe czasy, więc od nastania Niepodległości straciliśmy blisko Miljon ha lasu. W zalesieniu na 1 mieszkańca doszliśmy do 17-go miejsca w Europie. Na lekkomyślną polską głowę przypada już tylko ćwierć ha lasu, gdy na europejczyka przeciętnie – przeszło dwa razy tyle, t. j. 5000 metrów kwadratowych.

Goli szlachcic, goli małorolny, goli spekulant, goli nawet mieszczuch, wykupujący zalesione parcele podmiejskie, niby to pod willę, a w gruncie rzeczy na wyrąb, bo willi nie stawia, a las sprzedaje.

Gdyby nie wkroczenie Państwa w tę dewastację, to byłoby jeszcze gorzej. Szczęśliwie przed siekierą uratowało państwo 4 miljony ha. Na tych obszarach prowadzi się racjonalną gospodarkę przemysłową i dba się o tej gospodarki stałe niepszanie.

Niestety, konieczności, wypływające z całokształtu polityki gospodarczej , wymagają wywozu drewna zagranicę. Stanowi on 18 proc. ogólnej sumy polskiego eksportu. Jest to bolesne, lecz nie do usunięcia w najbliższej przyszłości.

Tem silniej natomiast należy wobec tego stałego ubytku – troszczyć się o przyrost naturalny drzewostanu, chroniąc jednocześnie to co jest, przed dewastacją bezmyślną, która nikomu – nawet niszczycielowi – nie przynosi korzyści.

Takiej ochrony lasu dotąd w Polsce nie było.

Rąbała siekiera, lecz nie szedł za nią siewca nowych zagajników. Stąd powstawały nieużytki – olbrzymie pustynie polskie, piaszczyste wydmy. Mamy ich 4 miljony ha. – Straszliwe świadectwo bezbrzeżnego niedbalstwa.

Przedewszystkiem więc zadaniem racjonalnej ochrony lesistości kraju jest przywrócenie tym pustyniom dawnej flory.

Innem zadaniem jest ochrona lasów przed szkodnikami: 1) przed człowiekiem niszczącym podszycie, łamiącym gałęzie, tnącym młodzież, tępiącym pożyteczne stworzenia leśne, zaprószającym pożary itd.; 2) przed chorobami pasożytami, owadami.

Ochrony tej nie było przez długie lata. Dziś znaleźli się ludzie, co ją podjęli z entuzjazmem i miłością – są to leśnicy polscy, zrzeszeni w związku zawodowym. Armja to 10.000 dzielnych fachowców i państwowców, ze sztabem znakomitych uczonych i obywateli.

Ci rycerze leśnictwa polskiego stanęli do walki o prawo lasu: wydają świetne społeczno – artystyczne czasopisma, broszury pisane mądrze, a popularnie (po 5 zł.) dla mas, urządzają odczyty, zebrania, prowadzą akcję wśród dorosłych i wśród młodzież – trafiają różnemi argumentami do różnych umysłów i serc.

Spoczątku szło tępo. Na idealistyczne „mrzonki" leśników spoglądano z ukosa, nikt nie chciał się „angażować" idąc z pomocą. Dziś opór przełamany: i min. oświaty idzie na rękę i min. rolnictwa i min spraw wewn. I komunikacji, nie mówiąc o instytucjach społecznych i prasie, która pierwsza, jako służebnica kultury społecznej – stanęła do współpracy na zew, idący z głębin dewastowanego lasu.

Działalność leśników systematyzuje się coraz wyraźniej. Ostatnio – od kwietnia 1933 roku – leśnicy polscy celebrują w sposób twórczy, pomysłowy, inteligentny i rzeczowy (godny naśladowania przez innych działaczów, posługujących się nadto deklamacją „akademij), doroczne „Święto Lasu".

Namyślali się nawet podobno, czy te dni, poświęcone wzmożonej pracy na dobro lasu, nazywać świętowaniem?

Ale głęboki wartości nie obawiają się sieczki słów i jakichś tam pozorów – mamy więc obok innych „świąt" o smutnej tradycji, tę prawdziwą  paschę  lasu, ustanowioną po to, by bór polski ratować.

Celem tego święta – które się zbliża – jest uczynienie z każdego obywatela, naturalnego sprzymierzeńca, stróża i przyjaciela lasu, który jest naszym wspólnym wielkim skarbem; dostarcza nam cennego surowca bez którego żyć byśmy nie mogli, daje nam nieocenione usługi klimatyczne, karmi i ratuje chore ciało i duszę, a za to wszystko nie wymaga od nas ofiar z ludzi – jakie żądają inne surowce, nie wymaga p[racy tak ciężkiej, jaką żąda rola.

Jest łaską, jest najcenniejszym darem – a głupi człowiek właśnie go nie docenia i trzebi i hańbi i nie miłuje.

*

Ludy ogromnie posunięte w cywilizacji, w urbanizacji pielęgnują w sercach swych miłość do lasu. Industrializacja, pogoń za dolarem, za blichtrem mechanizacji, nie przeszkadza krzewicielstwu romantyki lasów. Dlaczegóż więc naród, który tak mało szczęścia wyciąga z prymitywów cywilizacji, na którą nie ma środków materjalnych, nie miałby chcieć nawiązywać zwątlałych nici, wiążących go z borem, z którego wyszedł nie tak dawno?

Odpoczynek, radość, lepszość duszy, pokrzepienie go tam czeka.

Na to jeszcze las musi jeszcze być – a właśnie on jest na drodze do zagłady. To rozumieją najlepiej ci, co na jego straży z woli Państwa stanęli: lesnicy. Więc oni pierwsi przypomnieli sobie Tego, który jak żaden z duchów polskich, ukochał las – puszczę leśną – słowa Stefan Żeromskiego:

Żyj wiecznie, świątnicko, ogrodzie lilij, serce lasów! Przeminęły nad tobą czasy złe, zlane ludzką krwią. Ciągną inne. Lecz któż może wiedzieć, czy z plemienia ludzi, gdzie wszystko jest zmienne i niewiadome, nie wyjdą drwale z siekierami, ażeby ściąć do korzenia macierz jodłową na podstawie nowego prawa, w interesie jakiegoś handlu, lub czyjegoś niezbędnego zysku. – Jakiebądź byłoby prawo, czyjekolwiekby było, do tych przyszłych barbarzyńców, po przez wszystkie czasy wołam z krzykiem – nie pozwalam! Puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska ma zostać na wieki wieków, jako las nietykalny, siedlisko bożyszcz starych, po którem święty jeleń chodzi – jako [tu jedno niewyraźne słowo] anachoretów, wielki oddech ziemi i pieśń wieczności! Puszcza jest niczyja, nie moja, ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!"

STEFAN ŻEROMSKI

(„Puszcza Jodłowa")

W imię tych słów   objawionych  na gołoborzach Łysicy jako na polskiej górze Synaj, wzywajmy się na Święto lasu.

Fel. K.

 

81 lat temu Dziennik Białostocki donosił:

20 kwietnia 1936r.

„Dzień lasu"

Za tydzień będziemy obchodzić poraz czwarty t. zw. „Dzień Lasu", który jeszcze w roku ubiegłym bardziej poetycznie i uroczyście „Świętem Lasu" nazywano. Wyraz „święto" raził jednak poczucie religijne katolickiego społeczeństwa a pozatem w epoce kultu pogańskiego Odyna i jego świętych gajów w niektórych egzaltowanych kołach hitlerowskich – wyrażenie to mogło naprowadzać tu fałszywe domysły.

Sprawę tę porusza m. in. w liście do naszej redakcji emerytowany leśniczy L. P. p. S. Mazurowski:

„W niektórych wsiach – pisze p. M. – obchód „Święta lasu" nie miał odpowiedniego uznania. Pomawiano tu i ówdzie leśników, że propagują jakąś nowalję i wprowadzają ją, aby uczcić drzewa podobnie, jak za czasów pogańskich.

Podejrzenia te były oczywiście niesłuszne; obchody nie poruszały zupełnie momentów religijnych, często księża w nich brali udział. Celem uroczystości było uświadomienie wartości i pożytku lasu.

Każdy, kto widział i bliżej poznał zniszczone rabunkiem lub szkodliwym wyrębem leśne obszary, lub pojedyncze drzewa, na naszych przydrożach i w wielu dobrach prywatnych – ten potrafi ocenić ogrom straty przewyższającej zniszczone ogniem zabudowania, które w krótkim okresie czasu mogą być odbudowane i naprawione.

Jednak wznowić w tym czasie las zniszczony, czy poszczególne drzewo – jakże trudno!

Nieraz poczynione w tym celu fachowe wysiłki leśnika pozostają bez skutku, bo obnażenie gleby wywołuje zmienione już warunki zalesienia.

„Dzień lasu", który za dni kilka obchodzić będziemy, ma pogłębić naszą wiedzę o lesie. Toteż starzy i młodzi niech spieszą na wskazane przez organizatorów tereny leśne, gdzie ich przyjmie szczerem sercem brać leśnicza i zachęci do ukochania przyrody ojczystej.