Kartki z historii białostockich lasów Kartki z historii białostockich lasów

85 lat temu Dziennik Białostocki donosił:

14 listopada 1932r.

Bóbr

            Nie o tym bobrze zamierzam pisać, co to żyje w puszczach Kanady lub bagnach Polesia i znany jest jako najznakomitszy architekt wśród czworonogów o czworonóg wśród architektów. Nie o nim – choć sezon jego właśnie nastał i my wszyscy, jak przystało na zamożnych obywateli, wybieramy właśnie u kuśnierzy odpowiednie skórki bobrowe na wspaniałe futra, w których paradować będziemy w zimie.

            Pisać będę o innym bobrze, słowo bóbr oznacza bowiem i co innego, mianowicie brodacza.

            Odkąd nastała moda, że wszyscy mężczyźni upodabniają oblicza swoje do oblicza boskiego Apolla i golą zarost, ci nieliczni, którzy z uporem trwają przy swoich brodach zwani są bobrami. Wśród młodzieży powstała nawet specjalna zabawa „w bobra”. Polega ona na tem, że dwoje młodych ludzi idąc na spacer w Aleje, lub na pół czarnej do kawiarni zakłada się, które z nich pierwsze naliczy dziesięciu brodaczy czyli bobrów. Zakład jest oczywiście a discretion i tem trudniejszy do wygrania, że w razie fałszywego alarmu, t. j. jeśli ktoś krzyknął „bóbr”, a okazało się, że mu się brodacz tylko przywidział – traci natychmiast wszystkich bobrów, których  już zdążył naliczyć!

            Bardzo interesująca i hazardowa zabawa!

            Niedawno byłem właśnie świadkiem takiego turnieju. Panienka musiała przypuszczać, ze jej partner wygrawszy zakład zażąda prawa pocałowania jej – to choć miała dobre oczy, z rozmysłem przegrywała zakład i dostrzegała brody tam, gdzie ich wcale nie było.

            Takie to perfidne są te kobiety!

            Obserwacja tej płochej zabawy nasunęła mi jednak myśli poważne, przepojone zacną troską obywatelską.

            Oto mimo wszechwładztwa mody miljony obywateli wyłamują się jeszcze z pod jej nakazu i bezkarnie rosną jeszcze w Polsce miljony bród z których państwo, ani społeczeństwo nie ma żadnej korzyści.

            A w skarbie pustki! Budżet wpływa do Sejmu niezrównoważony i tu dopiero trzeba będzie się biedzić nad usunięciem deficytu. Historja jest mistrzynią życia – mówi przysłowie – zajrzyjmy więc do historji czy nie znajdziemy w niej związku miedzy brodami obywateli, a budżetem państw.

            Jest związek!

            Trudności budżetowe państw nie są zjawiskiem Nowem, znane były w przeszłości, tej zwłaszcza, kiedy absolutny monarcha uważał skarb państwa nieomal za swoją własność i dowolnie nim rozporządzał.

            Zdarzyło się Franciszkowi I, królowi francuskiemu, że w pewnej chwili zajrzał do skarbca – i zobaczył puste dno. Cóż uczynił tedy monarcha? Czy bezradnie załamał ręce, czy małodusznie zwątpił w swój geniusz wynalazczy?

            Nie, sięgnął do bród swych poddanych i obłożył je wysokim podatkiem. A potem po prostu upaństwowił zabawę w bobra, mianował specjalnych urzędników, którzy chodzili po państwie i wyłapywali brodaczy. Jeśli brodacz nie mógł się wykazać kwitem zapłaconego podatku, to takiego bobra jako antypaństwowca natychmiast posyłano na galery. Niech powiosłuje kilka lat, to wyrobi sobie muskuły i odejdzie mu ochota nosić brodę, nie uiściwszy za nią podatku!

            Mądry król Franciszek wyrobił sobie nawet pozwolenie papieskie opodatkowania bród duchowieństwa – w tych czasach bowiem księża nosili jeszcze przeważnie zarost.

            Drugi przykład w historji dał car Piotr Wielki. Obłożył on brody swoich bojarów podatkiem stu rubli rocznie. Kto zapłacił sto rubli, mógł nosić brodę, ale jednocześnie musiał nosić na piersi wielki miedziany medal, wyobrażający sam nos z wąsami. Piotrowi Wielkiemu chodziło bowiem nietylko  o dochód skarbu, ale i o propagandę golenia bród, dla zeuropeizowania swych naogół dzikich poddanych.

            Historia uczy nas więc, że brody mogą stać się kopalnią złota. Tak niewiele pozostało jeszcze niewyzyskanych źródeł dochodu, że nie można się wahać i zwlekać z decyzją. Nie lekceważmy nauki historji! Fiskus musi wyciągnąć władczą rękę do bród obywateli. A gdyby byli tak przebiegli i nielojalni, że zgoliliby brody wtedy powinna wyjść ustawa: Kto nie może wykazać się brodą po pas – płaci podatek. Nim brody wyrosną – kasy zapełnią się!

            Jest okazja dobra,

            Zabawić się w bobra!

 

79 lat temu Dziennik Białostocki donosił:

14 listopada 1938r.

Kronika Gródecka

Dyrekcja Lasów Państwowych w Białowieży ufundowała dla świetlicy tartaku państwowego w Waliłach aparat radiowy, co zostało przyjęte przez robotników tartacznych z dużym zadowoleniem.